Kilka dni temu wróciłem z Anglii. Dokładnie z Wyspy Mann. Byłem tam w celach typowo zarobkowych. Pracowałem od rana do nocy po to, aby zarobić jak najwięcej pieniędzy, przywieźć je do Polki i tutaj wydać, odłożyć lub zainwestować. Praca była bardzo ciężka, pracowałem w hali produkcyjnej, czyściłem krewetki i inne owoce morza. Udało mi się jednak zarobić oczekiwaną sumę pieniędzy, więc mając poczucie zrealizowania szybko wróciłem do swojej ojczyzny.

Chcąc zainteresować się pracą, którą chcę wykonywać w przyszłości postanowiłem zainwestować w serwer i stronę internetową, które umożliwią mi udzielanie darmowe porady prawne. Jestem studentem ostatniego roku Prawa na Uniwersytecie Śląskim, więc powoli chciałem zacząć się przygotowywać do pracy w zawodzie, a moja wiedza jest już na tyle duża, że stwierdziłem, iż mogę już spróbować pomagać innym ludziom. Problem polegał na tym, że nie miałem komputera, na którym mógłbym pracować i wysyłać dzięki niemu odpowiedzi do ludzi zainteresowanych prawem. Stwierdziłem, że kupię sobie laptopa, akurat była fajna promocja w supermarkecie. Po kilku dniach użytkowania okazało się jednak, że ten sprzęt to kompletne dziadostwo. Stwierdziłem to i chciałem zwrócić towar, moja reklamacja nie została jednak uznana. Kłóciłem się z personelem marketu i uparcie dążyłem do tego, żeby wywalczyć swoje prawa.

Znam dobrze przepisy prawne, nie obce są mi prawa konsumenta, wiedziałem więc, że mam rację i że personel musi przyjąć mój sprzęt i zwrócić mi pieniądze. Tak też się skończyło. Szkoda jedynie, że musiałem poświęcić na to masę czasu i rozmawiać z dyrektorem sklepu. Zwykli sprzedawcy też powinni umieć przyznać się do błędu i należycie obsłużyć klienta..